Mieszkał tu dyrektor kopalni, potem nadprezydent prowinci Górny Śląsk. Bawiły się dzieci, ćwiczyli muzycy, a przesiadując na portierni Erwin Sówka pewnie w głowie układał kompozycje kolejnych aktów. To właśnie tu, na katowickim Giszowcu, po prawej stronie, przy drodze na Tychy, znajduje się miejsce, którego ponad stuletnia historia wpisana jest w dzieje tej górniczej dzielnicy i całego Górnego Śląska.

 

 

Szkice i projekty wyszły spod ołówków kuzynów Zillmann, projektantów Giszowca, Nikiszowca, wielu kopalń, kościołów i szpitali. Forma wzorowana była na podmiejskich willach w Berlinie. Architektura łączy elementy neobaroku, klasycyzmu i secesji. Willa stanęła w 1910 roku. Naówczas niezwykle nowoczesna – przestronne wnętrza, dwie łazienki, winda elektryczna – jedna z pierwszych na Śląsku,  a także, równie pionierskie, centralne ogrzewanie.

 

 

Wciąż, błędnie nazywana jest Willą Uthemanna. Rzeczywiście, według niektórych źródeł, Anton Uthemann, ówczesny dyrektor koncernu "Georg von Giesches Erben" doglądał budowy, według innych miał to być dar za sukces spółki, ale Uthemann go nie przyjął.

 

Pierwszym lokatorem willi został Carl Besser, dyrektor kopalni Giesche. Sprawny menadżer, ale i mediator. Był przedstawicielem niemieckiej strony podczas pokojowych rozmów w sprawie ustalenia granic po III powstaniu śląskim. Pod wpływem politycznych nacisków w 1926 roku Besser wyjechał Do Berlina. W tym też roku spółkę przejęła amerykańska firma SACO i do willi wprowadził się prezes koncernu. Wtedy to właśnie wybudowano korty tenisowe. Najstarsi mieszkańcy Giszowca pamiętają, że za podawanie piłek można było zarobić 10 groszy, wtedy niezłe kieszonkowe.

 

Prawie dwie dekady później granic już nie było. Katowice stały się siedzibą władz okupacyjnych, a willę zajęli nazistowscy dygnitarze. Gospodarzem został naczelnik prowincji Górny Śląsk Fritz Bracht - z wykształcenia ogrodnik, oddany członek NSDAP, zbrodniarz odpowiedzialny za masowe deportacje Polaków. Miejscowi nadali mu przydomek „kogut”

„Mieszkańcy Giszowca wspominali podarunki, którymi ich obdarowywała żona naczelnika, chociażby w postaci moreli ze szklarni Brachta. Gdy zbliżał się dzień urodzin gauleitera, w szkole organizowano zbiórkę pieniędzy na prezent dla niego. Następnie delegacja dzieci udawała się z nim do willi, gdzie częstowano ich gorącą czekoladą, rarytasem, o którym nawet nie marzyli” – pisał Dariusz Pietrucha na łamach miesięcznika „Odkrywca”

 

Ale to też mroczna historia. W willi sypiał między innymi Heinrih Himmler kiedy wizytował obóz Auschwitz-Birkenau. Plotka głosi, że i sam Adolf Hitler.  Życie Brachta skończyło się samobójstwem w maju 1945 roku.

 

 

Po wojnie w willi utworzono przedszkole, a kilka lat później, pod skrzydłami właśnie wybudowanej Kopalni „Staszic” - Klub Górniczy. Spotykali się tam szachiści, modelarze, plastycy, działały sekcje taneczne, recytatorskie i muzyczne. Park, kawiarnia, korty tenisowe, niewielki, basen – to tu skupiało się życie Giszowca, tu biło jego serce.  W latach siedemdziesiątych miejsce Klubu Górnika zajęła harcówka, potem odbywały się tu wesela. Wtedy to na portierni pracował jeden z najbardziej znanych śląskich malarzy, członek Grupy Janowskiej, prymitywista – Erwin Sówka.

 

Po 1989 roku życie zamarło tu całkiem. Puste mury popadały w coraz większą ruinę. Wreszcie w 1996 roku posiadłość kupił Węglokoks. Dzięki trwającemu kilka lat remontowi budynek i jego otoczenie odzyskały blask. Obok willi stanął nowoczesny biurowiec.

 

 

W budynkach swoją siedzibę miał bank. Nieco ponad dwa lata temu bankowcy wyprowadzili się. Węglokoks stale administruje posiadłością, dba o nią. Obecnie szuka nowego nabywcy. To prawie 50 tysięcy metrów kwadratowych terenu, łączących historię z nowoczesnością, bliskość do centrum z ciszą i spokojem. To miejsce atrakcyjne dla biznesu, ale i pachnące historią.

 

Szczegółowe informacje techniczne dotyczące obiektu znaleźć można tu.