Cezary Orzech – dziennikarz, radiowiec i długoletni rzecznik prasowy Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego, Katowice Airport.

 

 

Orzech11

( foto. nr 1, Cezary Orzech opowiada o swoich pasjach.)

 

Od czego zaczęła się u Pana pasja lotnictwa?

 

Już na studiach, po drugim roku skierowano mnie na praktykę do Warszawy. Trafiłem od razu do Sygnałów Dnia i Lata z Radiem, gdzie pracował Tadeusz Sznuk – licencjonowany pilot, miłośnik lotnictwa, komentator pokazów lotniczych. Od razu polubił młodego człowieka i zapraszał do samolotu, który pilotował. Kilka lat pracowałem w Warszawie w Polskim Radiu, potem w dzienniku „Wieczór”. Przy Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich powstały tzw. kluby twórcze. Jeden z kolegów był zafascynowany morzem, drugi lotnictwem – a ja byłem w Klubie Publicystów Morskich, w Klubie Publicystów Lotniczych i jeszcze w związku z tym, że pochodzę ze Śląska w Klubie Publicystów Górniczych.

Jako publicysta morski dużo pływałem statkiem, zwiedzając świat – dotarłem nawet na morze Ochockie, gdzie oglądałem Japonię przez lornetkę. Moje zainteresowania lotnicze dały mi możliwość odwiedzin lotniczych jednostek wojskowych, zakładów produkujących samoloty, śmigłowce, szybowce. Dzięki temu miałem również okazję uczestniczyć w wielu słynnych imprezach lotniczych typu Air Show w Europie i na świecie. Oglądać przeloty legendarnych maszyn, wyścigi pilotów oraz akrobacje lotnicze formacji z całego świata – mówi Cezary Orzech.

 

Orzech2

( * foto. nr 2, Cezary Orzech. Niesamowite spotkanie z historią. Lot nad Śląskiem Junkersem Ju52, perłą floty Lufthansy. Po wielu staraniach udało się go sprowadzić do Pyrzowic, co było niewątpliwą zasługą Cezarego Orzecha)

 

Europejskie pokazy lotnicze od lat przyciągają tłumy, dostarczając fanom niezapomnianych emocji i sporej dawki adrenaliny. Festiwale lotnicze sprawiają frajdę nie tylko pasjonatom awiacji, ale i całym rodzinom. Na ziemi można podziwiać z bliska wystawy prezentujące najwspanialsze maszyny światowego lotnictwa, natomiast w powietrzu przeloty myśliwców, śmigłowców oraz niebywałe pokazy akrobacji. Największe imprezy lotnicze to: Międzynarodowe Targi Lotnictwa w Paryżu, pod Londynem w Farnborough, Singapurze i Berlinie. Air Show, Duxford D-Day w Wielkiej Brytanii, upamiętniające rocznice lądowania w Normandii (dzień rozpoczęcia operacji został nazwany przez aliantów D-Day). Na tych pokazach lotniczych nigdy nie brakuje bombowców, myśliwców oraz samolotów transportowych, które odegrały znaczącą rolę w największej operacji desantowej. Następne to Farnborough International Airshow w Wielkiej Brytanii organizowane na zmianę, co drugi rok z Paris Air Show. Należy wspomnieć również o zlocie entuzjastów i miłośników samolotów wojskowych pod nazwą Royal International Air Tattoo w Fairford w Wielkiej Brytanii, organizującym największe na świecie międzynarodowe pokazy lotnictwa wojskowego.

 

Nigdy nie zapomnę wrażenia jakie zrobił na mnie pobyt w Anglii z okazji 50 rocznicy zakończenia wojny - Victoria Air Day. Trudno sobie wyobrazić zdumienie wszystkich wokół, gdy nagle w szeregu z płyty lotniska podniosło się 25 śmigłowców. Za nimi stanęło w powietrzu kilka samolotów harrier – pionowego startu i lądowania. Hałas, który wtedy wydobył się z maszyn był poza jakąkolwiek skalą, trudno określić ilość jego decybeli. Trwało to przez 5 minut - człowiek nie słyszał nawet własnych myśli. Potem podniebne potwory nagle wylądowały i zgasiły silniki. Takiej ciszy, nigdy w życiu już „nie słyszałem”. Jednocześnie znad horyzontu nadleciały dwa inne samoloty, ciągnące za sobą smugę i pokazały literę V. Było to niesamowite przeżycie. Zresztą Anglicy lubią celebrować takie wydarzenia i potrafią to robić. Warto w tym miejscu wspomnieć o zrzuconych ze starych bombowców tonach płatków maków, upamiętniających Armistice Day, zakończenie I wojny światowej. Maki stały się symbolem pamięci w Wielkiej Brytanii, dzięki wierszowi z lat wojny, który połączył delikatne kwiaty z żołnierzami poległymi we Flandrii.

 

I tak metodą śnieżnej kuli, zatonąłem w pasji lotnictwa. Dzięki opatrzności i spotkaniu na swojej drodze dobrych ludzi byłem na wszystkich kontynentach. Nigdy dokładnie nie liczyłem, ale biorąc pod uwagę wszystkie moje podróże, chyba osiem razy okrążyłem glob – dodaje pan Cezary.

 

Orzech3

( * foto. nr 3, Cezary Orzech przed inauguracyjnym lotem, non stop boeingiem 787, SP-LRA z lotniska w Everett ( Seattle ) do Warszawy w listopadzie 2012r. Samolot na wszystkich zrobił kolosalne wrażenie, a jeszcze większe - ogrom hali produkcyjnej. Zasięg Dreamlinera -15.700 km).

 

Jest Pan wieloletnim rzecznikiem prasowym Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego, ekspertem lotniczym, napisał Pan książkę Uskrzydlony Śląsk.

 

Swego czasu przeczytałem gdzieś, że powoływana jest firma, która będzie miała za zadanie zorganizowanie lotnictwa cywilnego dla Śląska. Przejęcie terenów współużytkowanych razem z wojskiem a zarządzanych przez Przedsiębiorstwo Polskie Porty lotnicze. Wtedy w czasach transformacji ustrojowych, przedsiębiorstwa państwowe pozbywały się zbędnego majątku, który nie przynosił zysku. W tamtym okresie, w 1991 roku korzystało z lotniska w Pyrzowicach, co teraz brzmi paradoksalnie – około trzech tysięcy pasażerów rocznie ( obecnie na dobę w sezonie, to około 15 tysięcy).

 

Byłem w strukturze firmy od zarania, jako siódmy. Początkowo nie na etacie, ale czynnie zaangażowany w sprawy organizacyjne. Pierwsza siedziba to biuro przy ul. Dąbrowskiego w Katowicach – dwa, trzy pokoje, parę osób. Potem ta nazwa Górnośląskie Towarzystwo Lotnicze trochę przeszkadzała, ale wtedy były takie czasy. Ówczesny wojewoda katowicki nalegał, by wszystko co powstawało miało w swojej nazwie określenie - Górnośląskie. Szczęście sprzyjało, ukształtowało się niemałe grono udziałowców. Tak się wszystko potoczyło, że mozolnie acz systematycznie podejmowane były przedsięwzięcia, prace, które doprowadziły do prawdziwego rozkwitu ruchu pasażerskiego w regionie.

 

Ciekawa sytuacja zdarzyła się w 2003 roku. Przyjechali do Katowic na rekonesans przedstawiciele linii lotniczej nisko-kosztowej z Węgier, przyszłej linii. Nie mieli wtedy nazwy linii ani samolotów, a planowali założyć w Katowicach swoją bazę na całą Europę. Polska nie była jeszcze wtedy w Unii, ale już było wiadomo, że do niej wstąpi 1 maja 2004 roku. Wyjątkowe okazało się to, że nie zmienili zdania, przyjechali ponownie, zaczęli intensywnie negocjować warunki umowy. Bardzo sprawnie, bez opóźnień zorganizowali bazę w Katowicach - był to Josef Varadi wraz ze swoimi współpracownikami - latają do dzisiaj, pod nazwą: Wizz Air.

 

Lotnisko w Katowicach jest w tej chwili lata świetlne od tego początkowego okresu. W ciągu 25 lat działalności, nastąpił wyjątkowy, niebywały rozwój. Dzisiaj Katowice Airport przewozi ponad trzy miliony pasażerów rocznie, ( 2015 rok). W tym roku będzie ich około 3,2 miliony, ( 25 listopada br. odprawiony został 3 milionowy pasażer), z czego prawie połowa to właśnie przewozy linii lotniczej Wizz Air. Lotnisko ma nowoczesną infrastrukturę i doskonałe warunki do robienia biznesu. Lądowały tutaj, oprócz normalnego ruchu samolotów pasażerskich - największe samoloty świata – An 225 MRIJA, An 124 RUSŁAN, BOEINGI 747 i 777, samoloty transportowe, (ruch cargo), samoloty zabytkowe, akrobacyjne, najnowocześniejsze samoloty wojskowe – myśliwce XXI wieku. Dla takiego miłośnika, pasjonata wszystkiego co lata, jak ja - to prawdziwa gratka.

 

Orzech4

( * foto. nr 4, Cezary Orzech w kabinie pierwszego dostarczonego PLL LOT, Boeinga 787 Dreamliner'a na płycie fabrycznego lotniska w Seattle).

 

Napisałem publikację „Uskrzydlony Śląsk” - na temat początków powstania ruchu pasażerskiego na Śląsku – dodaje Cezary Orzech.

 

Jest Pan posiadaczem zaszczytnych Błękitnych Skrzydeł, nadawanych co roku przez redakcję Skrzydlatej Polski i Krajową Radę Lotnictwa największym indywidualnościom i osobom szczególnie zasłużonym dla lotnictwa polskiego.

 

Bardzo dużo czytam na tematy lotnicze, które niezmiennie mnie ekscytują. Poszerzam swoją wiedzę z historii lotnictwa, historii konstrukcji. Cieszę się, że znalazłem akceptację w środowisku najwybitniejszych znawców lotnictwa. Koledzy ze Skrzydlatej Polski: Tomasz Hybki, Grzegorz Sobczak, Michał Fiszer są inżynierami lotnictwa. Jestem jedynym w tym gronie, który nie ma wykształcenia specjalistycznego w tym kierunku.

 

Orzech5

( * foto. nr 5, Cezary Orzech w kabinie prezydenckiego Tu-154 M nr 101, z ówczesnym dowódcą, nie istniejącego już, 36 SPLT ( specpułku) płk dypl pil Tomaszem Pietrzakiem.

 

Jako członek, prezes odpowiednich gremiów, organizowałem różne imprezy lotnicze. Dzięki temu, miałem możliwość poznania wielu ciekawych, wybitnych indywidualności. Uważam i chciałbym podzielić się tą wiedzą, że jest dwóch wielkich konstruktorów na świecie: Edward Margański i Burt Rutan. Burt Rutan wsławił się bardzo oryginalną stylistyką swoich konstrukcji, które okazały się niezwykle skuteczne w biciu wielu rekordów. Zaprojektowany przez niego samolot Rutan Voyager jako pierwszy okrążył ziemię bez tankowania, a SpaceShipOne, jako pierwszy prywatny statek kosmiczny wyniósł człowieka w przestrzeń kosmiczną.

 

Edward Margański mając dużo mniejsze możliwości finansowania swoich wynalazków zrealizował własny projekt taniego samolotu odrzutowego o konstrukcji kompozytowej EM-10 Bielik, następcę TS-11 Iskra, który niestety nie wszedł do seryjnej produkcji. Jest też konstruktorem między innymi samolotu sportowo-dyspozycyjnego EM-11 Orka. Ponadto uzupełnił, niezapisaną jeszcze część inżynierii lotniczej, opracował system sterowania lotem zwany „Skrzydełkiem”, które na przodzie samolotu równoważy stateczność samolotu. Rozwiązanie zarówno proste jak genialne.

 

W ciągu wielu lat pracy, moje pasje się rozwijały, zostałem wiceprezesem Klubu Publicystów Lotniczych, zacząłem pisać książki, prowadziłem przez wiele lat w Radio Katowice audycje poświęcone lotnictwu pod nazwą „Podniebne opowieści”. Błękitne Skrzydła to najwyższe wyróżnienie, nadawane przez Krajową Radę Lotnictwa otrzymałem za propagowanie lotnictwa w mediach, szczególnie w radiu, niewielu dziennikarzy je posiada – opowiada dalej Cezary Orzech.

 

 

Orzech6

( * foto. nr 6, Cezary Orzech za sterami bombowca strategicznego dalekiego zasięgu B-52. Ten staruszek ( pierwszy lot w 1952r), uczestnik wielu konfliktów zbrojnych może zabrać do swoich komór ponad 30 ton bomb a do baków 180 ton paliwa).

 

Pasjonuje się Pan również sportem balonowym

 

Wiele godzin spędziłem w powietrzu latając balonami. Jestem członkiem Komisji Balonowej Aeroklubu Polskiego z siedzibą na Śląsku. Lot balonem jest wielką frajdą, fascynującym doświadczeniem. Podróżując balonem, doznajemy przejmującej ciszy, co jest zaskakujące - szczególnie na początku lotu. Balon porusza się bowiem masą powietrza a dźwięk roznosi się w powietrzu. Doskonale również słychać z góry, co mówią ludzie „na ziemi”. Dochodzi czasem do śmiesznych sytuacji, kiedy z góry próbujemy nawiązać kontakt. Zwierzęta, ptaki widząc poruszający się bezszelestnie tak duży obiekt reagują jednak nerwowo – opowiada Cezary Orzech.

 

Są dwa rodzaje balonów: na ogrzane powietrze (montgolfiery) i na gaz ( właściwie niepalny hel – chaliery). Bracia Joseph Michel i Jacques Étienne Mongolfier i Jacques Alexandre Charles niezależnie od siebie odkryli dwa sposoby poruszania się balonem. Jednak balon na ogrzane powietrze jest prostszy i zdecydowanie tańszy w użyciu. Cała trudność w tym sporcie polega na tym, aby dokładnie przelecieć z punktu A do punktu B, mając jedynie możliwość zmiany wysokości - lecieć po różnych liniach szukając odpowiedniego wiatru.

 

Moim największym osiągnięciem jest to, że byłem w reprezentacji Polski na pierwszych Igrzyskach Lotniczych - IKARIADZIE w Turcji. Konkurencje balonowe rozgrywane były w niezwykle malowniczej Kapadocji.

 

Orzech7 ( * foto. nr 7, Cezary Orzech. Międzynarodowa Federacja Lotnicza (FAI) postanowiła zorganizować Igrzyska Lotnicze ( World Air Games) . Pierwsze odbyły się w 1997 r w Turcji. Miejscem rozgrywania konkurencji balonowych była Kapadocja. Wystartowały 62 załogi).

 

Kapadocja z balonu robi niesamowite wrażenie, nie ma drugiego takiego miejsca na świecie, ze względu na ukształtowanie terenu. Co kilkaset metrów widzi się inne góry, to tak jakby przez chwilę leciało się nad Karkonoszami, potem nad Jurą, dalej ukazują się tufowe dziwolągi skalne – grzyby, wielbłądy. Nagle na przykład ukazywały się równolegle obok siebie dwa balony, szły równo – niespodziewanie jeden odlatywał w prawo a drugi w lewo, tak zmieniały się warunki lotu. Wystarczyło, że jeden balon miał pod sobą trochę piasku a drugi skały, inaczej wtedy nagrzewało się powietrze. Było to przeurocze doświadczenie – kontynuuje pan Cezary.

 

W tej chwili sport balonowy stał się dla mnie za bardzo wirtualny. Kiedyś, by uzyskać dobry wynik, musiało się trafić woreczkiem z piaskiem na szarfie ( markerem), w sam środek krzyża wyłożonego na ziemi. Teraz trzeba po prostu wlecieć w punkt, który jest zaznaczony GPS-em. Nie ma już tej magii, romantyzmu, które towarzyszyły końcowej fazie lotu – ze smutkiem dodaje Cezary Orzech.

 

Nasz rozmówca długo jeszcze, niezwykle ciekawie opowiadał o swoich podróżach, miejscach które odwiedził. Pokazywał na zdjęciach największe i najbardziej niezwykłe samoloty świata, objaśniał zawiłości konstrukcji samolotowych. Tych najnowocześniejszych oraz starych, zabytkowych - z drugiej wojny światowej - nie szczędząc refleksji, ciekawostek i anegdot, których doświadczył w czasie wielu lat swojej aktywności zawodowej. Niewątpliwie ma niezwykłe szczęście, ponieważ na co dzień zajmuje się tym, co stanowi jego wielką pasję.

 

 

*Zdjęcia należą do prywatnego archiwum Cezarego Orzecha.